Z pamiętnika żony alkoholika

2010-09-28 12:29

    Spoglądam w okno, za którym jesienna deszczowa aura czyni świat szarym, mniej przyjaznym. Czuję, że ogarnia mnie niepokój. Na moment wraca dawny lęk o przyszłość. Tylko na moment. „Wybacz mi Boże, jestem jak niewierny Tomasz… Wciąż dajesz nam dowody miłości, a ja wątpię w Twoją opiekę? Nie… Tylko czasem zapominam jakim ogromem łask nas obdarzasz, jak troszczysz się o każdą powierzoną Ci sprawę. Zapominam, że wystarczy Cię poprosić i ZAUFAĆ… ”

Dwanaście lat temu moje serce było przepełnione bólem i niepokojem. Przeżywałam najtrudniejsze miesiące mego życia. Miałam już świadomość uzależnienia męża od alkoholu i bardzo pragnęłam go z tego wyrwać. Jak ogromne to cierpienie wie każdy, kto ma bliską osobę uzależnioną (alkoholizm, narkomania, inne zniewolenia). Tak bardzo cierpi serce, gdy mąż czy żona, dziecko czy rodzic stacza się na dno, a my jesteśmy bezsilni. Nie potrafimy go odciągnąć ani prośbą, ani groźbą czy szantażem, płaczem, błaganiem czy krzykiem. Bez względu na nasze upomnienia, alkoholik i tak sięgnie po butelkę, ponieważ tak działa choroba alkoholowa.

    Jesteśmy strasznie zmęczeni tą walką z wiatrakami. Brakuje nam cierpliwości, zszarpane nerwy często wyładowujemy na dzieciach, przez co czujemy się okropnie. Przygniata nas ciężar odpowiedzialności za cały dom i jeszcze za alkoholika. Mamy wrażenie, że nie jesteśmy kochani i sami coraz mniej potrafimy kochać - naszych bliskich i samych siebie. Nasza nieszczęśliwa miłość przeplata się z chwilami nienawiści do alkoholika.

Ja osobiście czułam się winna i niewiele warta. „Może jestem tak okropna, że mąż męczy się ze mną i przez to pije?”-nurtowały mnie myśli- „Może gdybym nie powiedziała…, gdybym postąpiła inaczej, on by się nie zdenerwował i nie wypił?” Dopiero poznając mechanizmy choroby alkoholowej zrozumiałam, że nie ja jestem przyczyną jego picia. Co więcej, zaświeciło dla mnie światełko nadziei, że mąż mnie jeszcze kocha, bowiem alkoholicy ranią szczególnie bliskich – tych, których najbardziej kochają. Pojawiły się też wątpliwości: „Może to ja robię z niego alkoholika? Przecież wszyscy piją, a ja się czepiam.” Wewnętrznie jednak czułam, że jest uzależniony. Wiele razy obiecywał, że przestanie pić. Jego intencje były szczere i wiarygodne, niestety, tylko intencje. Nie potrafił dotrzymać słowa, co świadczyło o jego zniewoleniu. Jego myślenie krążyło wokół butelki. Z kolei moje myślenie i działanie obsesyjnie skupiało się na jego problemie i ciągłej kontroli - objawy współuzależnienia.

    Zaczęłam szukać pomocy i jednocześnie gorąco modliłam się odmawiając codziennie jedną część różańca św. w tej intencji. Muszę przyznać, iż moja modlitwa nie była najlepszej jakości. Maluchy absorbowały cały mój czas, więc każde karmienie synka wykorzystywałam na jedną dziesiątkę różańca. Myślę, że największą wartość w tej modlitwie miała moja ufność. Uwierzyłam, że Bóg wyzwoli męża z nałogu. Pozostawało jedynie pytanie: czy wystarczy mi cierpliwości w oczekiwaniu na ten cud? A uwierzyłam dzięki świadectwu trzeźwych alkoholików, których można posłuchać na otwartych mitingach AA.

    Duch Święty pokierował mną tak, że trafiłam na terapię i do grupy Al.-Anon (analogiczna do AA grupa skupiająca bliskich osób z problemem alkoholowym). Tam ujrzałam swoje błędy. Bezsensowna jest rozmowa z małżonkiem pod wpływem alkoholu, ciągłe kontrolowanie, wyzywanie go, narzekanie i groźby bez pokrycia. Takie postępowanie daje odwrotny skutek od zamierzonego – pomagamy mu znaleźć pretekst do picia. Innymi słowy pomagamy mu pić. Podobnie jest gdy chronimy pijącego przed opinią społeczną, usprawiedliwiamy jego nieobecność w pracy, czy sprzątamy po nim, itp.

 

JEŻELI ALKOHOLIK NIE POCZUJE KONSEKWENCJI WŁASNEGO POSTĘPOWANIA, NIE PRZESTANIE PIĆ.

 

    Drobny prozaiczny przykład: nietrzeźwa osoba coś stłucze, zostawia, idzie spać. Rano wszystko sprzątnięte, lecz żona próbuje opowiedzieć mężowi co wieczorem zrobił. Albo nie uwierzy, albo stwierdzi, że znów się czepia. Gdyby stłuczone rzeczy leżały do następnego dnia, może by go zawstydziły, wywołały zastanowienie?

    

    Niestety, wprowadzenie w życie tzw. twardej miłości jest bardzo trudne dla obu stron, a od nas wymaga dużo odwagi, gdyż obawiamy się reakcji pijącego. Najważniejsza jest konsekwencja z naszej strony nawet w drobnych sprawach, a w istotnych tym bardziej. Nie wolno rzucać słów na wiatr, jeśli nie jesteśmy w stanie zrealizować tego co mówimy. W przeciwnym razie uzależniona osoba nie będzie się z nami liczyła. Nasze konsekwentne postępowanie alkoholik (i otoczenie) może odbierać jako brak miłości lub nawet wrogość. Absolutnie, nie polecam wrogości. Alkoholik jest chorą osobą, której trzeba pomóc, by ujrzał jakie skutki przynosi jego picie. Oczywiście, dopiero w trakcie fachowej terapii jest w stanie dostrzec całe zło wyrządzone innym i sobie. Ale, żeby zechciał skorzystać z terapii musi odczuć konsekwencje swojego picia. Nie jest to łatwe, gdyż alkohol zniekształca pojmowanie rzeczywistości. Co nie znaczy, że uzależniony człowiek czuje się dobrze ze swoim nałogiem (choć sprawia takie wrażenie). Często nie mogąc sobie z nim poradzić podejmuje próbę samobójczą.

 

ALKOHOLIK POTRZEBUJE NASZEJ MĄDREJ POMOCY!

 

    A nasze dzieci? Jakże często brak nam dla nich cierpliwości. Jesteśmy przecież zmęczeni, sfrustrowani, zajęci tyloma sprawami. Czy pogrążeni we własnej rozpaczy i próbach nawracania alkoholika, nie zapominajmy o tych, którzy najbardziej cierpią- o naszych dzieciach? Czy wiemy co one czują? Dla nich bolesne przeżycia z dzieciństwa pozostawią ślad na całe życie. Może więc, dla ich dobra warto szukać fachowej pomocy?

Zmieniając własne postępowanie, zmieniając relacje z pijącym, możemy uzdrowić całą rodzinę. Dlatego tych zmian trzeba się nauczyć, by wyeliminować błędy, które w naszym odczuciu nimi nie są.

Jeszcze jeden powód, dla którego warto sięgnąć po fachową pomoc np. w ośrodku terapii uzależnień – spotkamy tam osoby z bardzo podobnymi problemami. Wreszcie ktoś zrozumie, bo przeżywa to samo. Możemy się wygadać, zasięgnąć porady, czy tylko słuchać, jeśli nie jesteśmy gotowi na otwarcie się. Takie spotkania dają moc i nadzieję. Warto z nich korzystać, bo uczą mądrego działania i właściwych relacji w rodzinie. Praca nad sobą, poparta ufną modlitwą, na pewno przyniesie dobre efekty.

    Znam wielu trzeźwych alkoholików – mężczyzn i kobiet – wspaniałych ludzi, którzy utrzymują abstynencję po kilka czy kilkanaście lat (wśród nich najbliższa mi osoba-mój ukochany mąż). Mam nadzieję, że swym artykułem zachęcę chociaż jedną osobę do działania i powierzenia problemu Bogu. Wiem, że nie jest łatwo zawierzyć, a jednak.. nasza szczęśliwa rodzina jest przykładem, że cuda się zdarzają i to częściej niż chcemy je zauważać. Czuję Bożą opiekę na każdym kroku, mimo, że często na nią nie zasługuję. Jednak czy Pan może zawieść, jeśli się mu ufa? On nawet z naszych błędów potrafi wyprowadzić dobro. Nie zapominajmy nigdy, że BÓG NAS KOCHA I PRAGNIE NASZEGO DOBRA. Jeżeli dopuszcza trudności i cierpienie (są one najczęściej konsekwencją grzechów ludzkich. a nie jedynie Wolą Bożą), ma to nas umocnić i przybliżyć do cierpiącego Chrystusa, któremu możemy ofiarować nasz ból. Chciejmy Jemu oddawać wszystkie nasze troski i trudne sprawy, a On wyprostuje nasze ścieżki i poczujemy Jego Błogosławieństwo.

Życzę tego wszystkim umęczonym chorobą alkoholową i każdemu, kto czyta ten artykuł. SZCZĘŚĆ BOŻE wszystkim!

 

„I wszystko, o co poprosicie modląc się z wiarą, otrzymacie.” (Mt. 21,22)

 

Al-Anonka

Wyszukiwanie

Przydatne linki

ALKOHOLIZM info

CENACOLO

OPOKA