Ks. Eugeniusz Woźniak

Wydrukowano na łamach
"Miesięcznika Kościelnego Archidiecezji Poznańskiej" 2009,
nr 8, s. 43-48.












Śp. ks. Eugeniusz Woźniak (1960-2007)
„W Panu pokładam nadzieję”

           Pisząc wspomnienie o ks. Eugeniuszu Woźniaku nie mogę ukryć wzruszenia, jako że ze Zmarłym przedwcześnie dzieliłem pracowite i radosne lata studiów seminaryjnych.

W podaniu o przyjęcie do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego, skierowanym do ks. abp Jerzego Stroby, z dnia 22 czerwca 1979 r., napisał on:

„Pragnę poświęcić się służbie Bożej w kapłaństwie.
W Bogu pokładam nadzieję, że prośba moja zostanie uwzględniona”.

I Pan Bóg wysłuchał tej prośby.

Eugeniusz Woźniak urodził się 26 grudnia 1960 r. w Poznaniu, w rodzinie Szczepana, który był kierownikiem w pocztowych zakładach zaopatrzeniowych i Stefanii, z domu Antczak. W dzieciństwie i latach młodzieńczych był wyjątkowo pilnym i uprzejmym kolegą w Szkole Podstawowej nr 9, jak i w Liceum Zawodowym nr 1 w Poznaniu.

Szczególnym rysem jego osobowości i życiową pasją była służba przy ołtarzu, którą realizował jako ministrant od 10. roku życia w kościele św. Michała Archanioła. Później jeszcze bardziej rozwinął swój charyzmat, kiedy w roku 1973 ks. abp Antoni Baraniak ustanowił go lektorem. Wtedy też rozpoczął pomagać księżom opiekunom w szkoleniu młodszych kolegów w poprawnej służbie ministranckiej.

Maturę zdał w Liceum Zawodowym nr 1 w Poznaniu (9 czerwca 1979) i zaraz zgłosił się do Seminarium Duchownego w Poznaniu. Długoletni katecheta w kościele parafialnym, ks. Henryk Mikołajczyk, stwierdził w świadectwie moralności: „Znam go jako młodzieńca grzecznego, uprzejmego i chętnego do każdej pomocy w parafii. Ukończył kurs lektorów, od wielu lat jest czynnym ministrantem. Często widzę go przystępującego do Komunii św. Znam jego rodzinę jako przykładną w parafii”.

Po rozmowie z kandydatem do kapłaństwa, w dniu 25 czerwca 1979 r., ks. prefekt Bolesław Nowak napisał: „W rozmowie okazał się szczery i poważnie traktuje swoją decyzję zostania kapłanem”.

Niezmiernie wnikliwe i jakże serdeczne są słowa ks. kanonika Zygmunta Thimma, długoletniego proboszcza parafii św. Michała Archanioła w Poznaniu, który przez sześć lat wystawiał mu wspaniałe opinie (właściwie laudacje). Wszystkie te spostrzeżenia były trafne i wyrażały też ogromną miłość i wdzięczność całej parafii za dar jego powołania!

W pierwszym testimonium, wystawionym w dniu 7 stycznia 1980 r., ks. Z. Thimm napisał: „Eugeniusz Woźniak jest wzorowym klerykiem i zbudowaniem dla parafian. Zajmował się ministrantami i pomagał w zakrystii. Radością byłoby dla parafii, gdyby Eugeniusz po latach studiów stanął przy Ołtarzu Pańskim”.

W kolejnych opiniach wskazywał na rozwój osobowości kleryka: „U kandydata widoczny jest rozwój duchowy, kultury w sposobie bycia – posiada przymioty psychofizyczne, które przy właściwym rozwoju mogą sprawić, że będzie wartościowym kapłanem. Cechuje go takt, dyskrecja, umiar w wypowiedziach” (1980); „Eugeniusz jest dobrym alumnem i zbudowaniem dla parafian. Chętnie służy pomocą, jest taktowny i rozmodlony” (1982); „Posiada zmysł obserwacyjny, organizatorski, ma wiele osobistej inwencji i konsekwencji w realizacji planów – zaobserwowałem szczególne zdolności nawiązywania dialogu z młodzieżą i ministrantami oraz organizowania z nimi spotkań” (1984).

Jakże wzruszające i trafne były słowa ks. proboszcza, który po sześciu latach (19 IV 1985) w ten sposób charakteryzował diakona: „Trudne to zadanie dla proboszcza napisać «ostatnie» testimonium dla swojego parafianina alumna Eugeniusza. Eugeniusz jak każdego roku z wielką starannością przygotował ceremonie Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy. Przeprowadził odpowiednie instrukcje z ministrantami i brał czynny udział w uroczystościach Wielkiego Tygodnia i Świąt Wielkanocnych. Eugeniusz jest alumnem obowiązkowym. Traktuje poważnie Służbę Bożą, odznacza się zmysłem obserwacji. Potrafi zachować dyskrecję i obiektywnie oceniać zalety drugich. Zapowiada się jako wartościowy kapłan”.

Bardzo podobne i jakże wymowne były też słowa zawarte w opinii ks. Bolesława Bugzela, proboszcza parafii św. Krzyża w Lesznie, gdzie diakon Eugeniusz Woźniak odbywał roczną praktykę duszpasterską (1 IX 1984 – 12 V 1985). W obszernym formularzu czytamy, m.in.: „Każdą funkcję liturgiczną omawiał ze mną szczegółowo i dociekliwie na długich dysputach w piątki wieczorem. Sposobem wykonywania funkcji liturgicznych budował służbę ołtarza i wiernych. Na szczególną uwagę zasługuje to, że potrafił zainteresować kazaniem dzieci, a potem także odnieść treść kazania do dorosłych, obecnych na tej Mszy św. Diakon Eugeniusz Woźniak może być dopuszczony do święceń kapłańskich. Całość praktyki wskazuje, że będzie to kapłan nieprzeciętny”.

Dojrzały duchowo i intelektualnie diakon Eugeniusz Woźniak skierował prośbę do ks. abp. Jerzego Stroby o udzielenie święceń kapłańskich następująco: „Prośbę swą motywuję szczerym pragnieniem służenia Bogu i ludziom w Kościele Chrystusowym” (14 V 1985).

Święcenia kapłańskie odbyły się w katedrze poznańskiej dnia 23 maja 1985 r. Uroczystość rozpoczęła się o godz. 16:00. W procesji do ołtarza szło 40. diakonów (tak liczne grono to niewątpliwie jeden z owoców wyboru Jana Pawła II). Wśród nich był Eugeniusz, który przez wiele lat spełniał służbę Bożą jako laik, a później przez 22 lata sprawował tę służbę jako kapłan.

Wspominam dzień święceń i lata spędzone w seminarium z ogromną wdzięcznością za łaskę naszego powołania i wspaniałych kolegów z którymi przez sześć lat trwaliśmy duchowo oraz śpiewaliśmy w kaplicy seminaryjnej nasz hymn: „Wyśniony gdy nadejdzie dzień kapłanem być Chrystusa, pójdzie z zapałem każdy z nas rodzić Go w ludzkich duszach”. W tym pięknym czasie przez jeden rok mieszkałem z Eugeniuszem, który okazał się nadzwyczajnym kondormitorem. Pamiętam jego staranność w codziennych czynnościach i solidność w nauce i ćwiczeniach duchowych. Miał bardzo silną osobowość, której towarzyszył niebywały temperament. Wiedząc, że byłem słabego zdrowia, w bardzo przyjazny sposób pobudzał mnie do aktywności i zawsze serdecznie pomagał w każdej sprawie. Zapamiętałem też jego wyjątkową kulturę osobistą i elegancję, zwłaszcza kiedy wychodziliśmy na uroczyste nabożeństwa do katedry. Pięknie wyrażał się o rodzicach i siostrze oraz o wszystkich, których dane mu było znać lub spotkać.

Po zakończonej uroczystości święceń kapłańskich przeszliśmy w procesji do rezydencji Arcybiskupów Poznańskich, gdzie otrzymaliśmy pierwsze dekrety wikariuszowskie. Ks. neoprezbiter Eugeniusz Woźniak został skierowany do parafii św. Jana Chrzciciela w Lesznie (od 29 VI 1985), gdzie pracował u boku ks. Kazimierza Pietrzaka, proboszcza i dziekana Dekanatu Leszczyńskiego II. Jak sam wspominał, spełniał wtedy zwykłe obowiązki wikariusza oraz prowadził ministrantów.

Po dwóch latach (od 1 IX 1987) został skierowany do pracy duszpasterskiej w Ostrowie Wielkopolskim, do parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika. Tutaj współpracował z ks. proboszczem Alfredem Mąką, który był jednocześnie wicedziekanem Dekanatu Ostrowskiego I. W tej parafii dalej zajmował się ministrantami, prowadził grupy Kościoła domowego, pomagał w grupach Anonimowych Alkoholików oraz był przewodniczącym zespołu synodalnego.

Trzeba też wspomnieć, że będąc wikariuszem w Ostrowie Wielkopolskim, otrzymał zlecenie z Wydziału Katechetycznego Kurii Arcybiskupiej w Poznaniu i prowadził wykłady z teologii biblijnej w Kolegium Katechetycznym (do 1997).

Od 30 czerwca 1990 r. był wikariuszem w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa i św. Floriana w Poznaniu, gdzie proboszczem był ks. prałat Włodzimierz Okoniewski. W tym czasie katechizował w II Liceum Ogólnokształcącym, natomiast w parafii opiekował się ministarnatmi, Kościołem domowym oraz zespołem synodalnym. Pomagał też w redagowaniu gazetki parafialnej, ale jak zaznaczył: „najwięcej radości i zadowolenia przyniosła mi grupa dorosłych lektorów i ministrantów”.

1 lipca 1997 r. został odwołany z obowiązków wikariusza i mianowany przewodniczącym Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Kurii Arcybiskupiej i Archidiecezjalnym Duszpasterzem Rodzin. Rok później, ks. abp Juliusz Paetz, mianował go członkiem Rady Duszpasterskiej Archidiecezji Poznańskiej (2 I 1998).

Warunkiem prawdziwej mądrości jest pokora oraz świadomość własnych niedoskonałości. Przykładem może być jego pismo, z 4 marca 1998 r., do ks. abp. J. Paetza z prośbą o zwolnienie ze stanowiska przewodniczącego Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Kurii Arcybiskupiej oraz Archidiecezjalnego Duszpasterza Rodzin, w którym tak uzasadniał swoją decyzję: „Doświadczenia ostatniego roku przekonały mnie o mojej niekompetencji i braku wiedzy pastoralnej o rodzinie, dlatego szczerze uznaję, że przewodniczenie temu ważnemu dziełu przekracza moje możliwości”.

Prośba została spełniona i z dniem 24 sierpnia 1998 r. zwolniono go z piastowanych stanowisk i powołano na wikariusza w parafii Nawiedzenia NMP w Poznaniu, gdzie pracował u boku ks. proboszcza prałata Jerzego Foltyna (25 VIII 1998).

W dużej wielkomiejskiej parafii świetnie wypełniał swoje obowiązki, do których m. in. należała opieka nad ministrantami i przygotowanie kandydatów do służby ministranckiej, roczne przygotowanie bierzmowanych, opieka nad parafialnym Duszpasterstwem Rodzin, dyżur w biurze parafialnym, odwiedziny chorych na jednym z osiedli oraz prowadzenie „Mszy młodzieżowych”. Ks. prał. J. Foltyn pisząc mu ocenę potrzebną do egzaminu proboszczowskiego stwierdził: „Opiniując jego pracę duszpasterską oraz współpracę z wikariuszami i proboszczem mogę pozytywnie powiedzieć, że jest to kapłan odpowiedzialny, sumienny w wypełnianiu zadań powierzonych oraz wnoszący dobre inicjatywy z dojrzałością duszpasterską. Uważam, że można mu powierzyć dobrą parafię z wieloma obowiązkami a na pewno nie zawiedzie”.

Władza duchowna, mając na względzie całokształt jego dotychczasowej posługi duszpasterskiej oraz wspaniałe opinie, zamianowała go proboszczem parafii św. Wawrzyńca w Mieszkowie, w Dekanacie Nowomiejskim (26 VIII 1999). Uroczystego wprowadzenia na urząd proboszcza dokonał ks. bp Marek Jędraszewski podczas wieczornej Mszy św., w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej.

W parafii tej pracował osiem lat i pozostawił godne podziwu dowody zaangażowania w pracy duszpasterskiej.

W Mieszkowie byłem tylko dwa razy. Po raz pierwszy w 2002 r., kiedy zbierałem materiały do biografii ks. Jana Donata, który w latach 1911-1934 był proboszczem mieszkowskim. Szukałem wtedy fotografii ks. Donata, którą chętnie użyczył mi ks. Eugeniusz. Co prawda było to zdjęcie zbiorowe, ale byłem wdzięczny, że w ogóle jakaś fotografia szczęśliwie się zachowała. Cieszyłem się, że nowy proboszcz zna postać swego poprzednika z międzywojnia. Zaskoczył mnie jeszcze bardziej, kiedy pokazał specjalnie urządzone archiwum parafialne na piętrze probostwa. Był to duży pokój z metalowymi regałami, na których leżały długie ciągi uporządkowanych akt parafialnych. Pamiętam, że wyjeżdżałem z Mieszkowa zachwycony porządkiem i osiągnięciami konfratra. Trwał wtedy remont kościoła, którego efekt miałem zobaczyć później…

Myśl o Mieszkowie niebawem powróciła, gdyż w tym samym 2002 r. zgłosiła się do mnie studentka z Mieszkowa, pragnąca podjąć pracę magisterską z historii parafii. Świadom, że na miejscu jest wspaniała baza źródłowa, zgodziłem się na opracowanie tematu pt. „Parafia pw. św. Wawrzyńca w Mieszkowie w latach 1919-1939”. Podczas konsultacji dowiedziałem się o wielu ambitnych przedsięwzięciach ks. proboszcza. Miałem nadzieję zobaczyć to wszystko osobiście, ale niestety do tego nie doszło. Ks. E. Woźniak zmarł nagle 26 czerwca 2007 r.

Tak więc powtórnie byłem w Mieszkowie dopiero w dniu pogrzebu (30 VI 2007). Muszę przyznać, że nie zdawałem sobie sprawy z dokonań, które pozostawił: odrestaurowany kościół, wyremontowane probostwo z pięknym ogrodem oraz uporządkowany cmentarz. Wiem, że znał wszystkich i parafianie go szanowali, jak przypomniał ks. Stanisław Walewicz, nasz kolega kursowy w mowie pogrzebowej: „Ks. Eugeniusz poznał wszystkich swoich parafian z imienia i wszystkich pokochał jak brat i ojciec”.

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w piątek 29 czerwca od wniesienia trumny z ciałem Zmarłego do mieszkowskiego kościoła. Uroczystościom przewodniczył ks. Andrzej Dolski, proboszcz parafii NMP Wniebowziętej w Książu Wielkopolskim i wicedziekan Dekanatu Nowomiejskiego, a kazanie wygłosił ks. Krzysztof Rozmiarek, proboszcz parafii św. Małgorzaty w Cielczy (Dekanat Nowomiejski).

Liturgii pogrzebowej, w dniu 30 czerwca 2007 r., przewodniczył ks. abp Stanisław Gądecki, który na wstępie Mszy św. zaznaczył, że: „Nagła śmierć proboszcza ks. Eugeniusza Woźniaka napełniła kapłanów całej archidiecezji i wiernych tutejszej parafii wielką żałobą i poczuciem ogromnej straty”.

Kościół mieszkowski okazał się zbyt mały, aby pomieścić wszystkich wiernych i ponad stu kapłanów. Większość uczestniczyła we Mszy św. na zewnątrz kościoła. Liturgia była świetnie przygotowana. Tu w pełni ukazały się owoce pracy zmarłego Kapłana, który całym sercem ukochał służbę Bożą i zaszczepił ją w sercach parafian. Dodatkowo wokół trumny stał też szeroki „wieniec ministrantów” (od małych po dorosłych), którzy – jak się zdaje – przypominali o swoim proboszczu, „ministrancie Pana Boga”.

Zgon młodego Kapłana jest zawsze okazją do refleksji i wielu pytań… Najlepszą odpowiedzią były słowa ks. Stanisława Walewicza, kaznodziei pogrzebowego: „Tak bardzo chcieliście, aby pozostał w Mieszkowie i rzeczywiście zostanie wśród was. Zostanie przecież nie tylko jego ciało, grób, ale pozostanie on sam w waszych sercach, rozmowach, myślach, wspomnieniach i modlitwach […] To nie jest tak, że ksiądz Eugeniusz umarł, a my żyjemy. Jest dokładnie odwrotnie. On już żyje, a my jeszcze umieramy”.

Decyzja władzy duchownej o zmianie placówki duszpasterskiej okazała się dla niego bardzo trudna. Także parafianie nie kryli swego rozgoryczenia i żalu z powodu odejścia wspaniałego proboszcza, który zaskarbił sobie wszystkie serca tej małej społeczności.

Tak się składa, że w dniu kiedy odbierał dekret nominacyjny do parafii we Wronkach, spotkaliśmy się w rezydencji arcybiskupiej. Wychodzącego z audiencji zapytałem, czy jest zadowolony. „No wiesz… Pan Bóg wie co z nami robi” – brzmiała enigmatyczna odpowiedź.

Pamiętając o słowach z prymicyjnego obrazka: „W Panu pokładam nadzieję” postanowił być ojcem i bratem w kolejnej parafii. Słowa te stały się mottem jego życia i spełniły się w sposób dosłowny. Znajdujemy je na początku drogi – w podaniu o przyjęcie do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego: „pragnę poświęcić się służbie Bożej […] w Bogu pokładam nadzieję” (1979) – a później konkretniej sprecyzowane w prośbie o udzielenie święceń: „Szczerze pragnę służyć Bogu i ludziom w Kościele Chrystusowym” (1985). Jednak najbardziej dojrzałe okazały się w dniu pożegnania z parafianami (24 VI 2007), kiedy powiedział, że idzie dalej pełnić służbę Bożą, ale duchem i sercem będzie wśród swoich niezapomnianych Parafian.

Kaznodzieja pogrzebowy krótko i zwięźle podsumował jego piękne życie: „Był człowiekiem wielkiej kultury osobistej, pełen energii życiowej, z poczuciem humoru. Bardzo realistycznie patrzył na życie, duszpasterstwo i Kościół. Kochał go i dlatego zawsze irytował się każdą bylejakością zdarzającą się w Kościele. Był wymagający przede wszystkim od siebie. Wobec codziennej rzeczywistości zawsze bardzo krytyczny, ale nigdy krytykancki. Był człowiekiem prostolinijnym. Miał prawe sumienie i wrażliwe serce”.

W testamencie złożonym w Kurii Metropolitalnej w 2005 r. napisał:

„Wszystkich bardzo proszę o modlitwę
i wierzę w spotkanie w domu naszego miłosiernego Ojca”.

Jestem wewnętrznie przekonany, że ks. Eugeniusz Woźniak czeka w niebie na całą naszą czterdziestkę.

 

 

ks. Leszek Wilczyński

 

 SETKI PARAFIAN Z MIESZKOWA POŻEGNAŁY PROBOSZCZA – KSIĘDZA EUGENIUSZA WOŹNIAKA

Miał się przenieść,  zostanie na zawsze.

 

Ksiądz Eugeniusz Woźniak był proboszczem parafii św. Wawrzyńca w Mieszkowie przez osiem lat. Decyzją arcybiskupa Stanisława Gądeckiego z końcem czerwca miał zająć się duszpasterstwem we Wronkach, w parafii św. Katarzyny. Mimo że parafianom ciężko było pogodzić się z odejściem kapłana, zorganizowali uroczyste pożegnanie w niedzielę 24 czerwca. W kościele w Mieszkowie pozostał zegar, który został podarowany na pamiątkę proboszczowi. Dwa dni później, we wtorek 26 czerwca kapłan nagle zmarł.

W piątek trumna z ciałem księdza Eugeniusza Woźniaka została uroczyście wniesiona do kościoła św. Wawrzyńca. Przez prawie tydzień parafianie modlili się za duszę zmarłego proboszcza. Od poniedziałku 2 lipca w mieszkowskim kościele odprawiane są msze św. zamówione przez mieszkańców poszczególnych ulic.

We mszy św. pogrzebowej, którą w sobotę 30 czerwca odprawił arcybiskup Stanisław Gądecki, uczestniczyła ogromna rzesza parafian z Mieszkowa i okolicznych miejscowości. Gdy na początku Eucharystii hierarcha przypomniał postać zmarłego kapłana, w oczach wielu uczestników pojawiły się łzy. Płakali zarówno starsi, jak i młodsi parafianie. - Nagła śmierć proboszcza księdza Eugeniusza Woźniaka jest ogromny zaskoczeniem dla nas wszystkich., Napełniła ona kapłanów całej archidiecezji i wiernych tutejszej parafii wielką żałobą i poczuciem ogromnej straty. Odszedł bowiem pasterz dobry ludu Bożego, człowiek prawy i prostolinijny, przeżywszy tylko 47 lat – powiedział arcybiskup Stanisław Gądecki. - Ufam, że u tronu Bożego będzie teraz wypraszał, nie tylko dla tej parafii, ale i dla całego Kościoła, łaski potrzebne do zbawienia.

Kazanie w czasie mszy św. wygłosił ksiądz dr Stanisław Walewicz – wykładowca katechetyki oraz proboszcz poznańskiej parafii p.w. Ducha Świętego, który był kolega kursowym zmarłego. - Dziękujemy dziś Bogu za życie i kapłaństwo księdza Eugeniusza. Ale jakże trudno nam zrozumieć, dlaczego Bóg zabrał nam go właśnie teraz, w pełni sił, tak nagle. Niezależnie, ile byśmy takich pytań postawili i tak nie znajdziemy odpowiedzi. Bezradni jesteśmy, bezsilni w próbie zgłębienia tajemnic i planów Bożych. Powtarzamy za biblijnym Hiobem: „Pan dał, Pan wziął” - mówił kapłan. Podkreślił, że myśl o kapłaństwie zrodziła się w sercu i umyśle księdza Eugeniusza już w czasach szkoły podstawowej. - Jako wikariusz wykazywał się wielką gorliwością, szczególnie troszczył się o piękno liturgii. Angażował się w katechizację i duszpasterstwo młodzieży. Nie muszę chyba wobec was drodzy parafianie dawać świadectwa o gorliwości duszpasterskiej waszego proboszcza. Wy sami dajecie je swoją obecnością, zadumą i modlitwą. Daliście to świadectwo także w minioną niedzielę żegnając księdza Eugeniusza i dziękując mu za wszelkie dobro wśród was uczynione – mówił ksiądz Stanisław Walewicz. Przypomniał, że ksiądz Eugeniusz Woźniak przeprowadził gruntowną renowację kościoła, przygotował go do uroczystości konsekracji, wyremontował probostwo, zajął się również uporządkowaniem cmentarza. - To łatwo zauważyć, ale jednak nie to jest najważniejsze. Przez te osiem lat ksiądz Eugeniusz poznał wszystkich swoich parafian z imienia i wszystkich pokochał jak brat i ojciec. Zawsze mówił dobrze o swoich parafianach. Z największą troską i szacunkiem traktował wszystkich powierzonych jego duszpasterskiej pieczy ludzi. Dlatego tak trudno była wam się pogodzić z jego przejściem do innej parafii. Tak bardzo chcieliście, aby pozostał w Mieszkowie i rzeczywiście zostanie wśród was. Zostanie przecież nie tylko jego ciało, grób, ale pozostanie on sam w waszych sercach, rozmowach, myślach, wspomnieniach i modlitwach (…) To nie jest tak, że ksiądz Eugeniusz umarł, a my żyjemy, Jest dokładnie odwrotnie. On już żyje, a my jeszcze umieramy – powiedział kaznodzieja. Ksiądz Stanisław Walewicz podkreślił, że zmarły był człowiekiem o dużej kulturze osobistej, pełnym energii życiowej i zdrowego poczucia humoru. Był wymagający, ale wymagał przede wszystkim od siebie. - Bardzo realistycznie patrzył na Kościół, na życie, duszpasterstwo. Geniu bardzo kochał Kościół i dlatego zawsze irytowała go każda bylejakość. Był zawsze krytyczny wobec rzeczywistości, ale nie krytykancki. Był prostolinijny. Miał prawe sumienie i wrażliwe serce. Za takiego Genia w imieniu wszystkich kolegów kursowych szczególnie dzisiaj Bogu dziękuję – zakończył kapłan.

Z kościoła na cmentarz trumnę przy dźwiękach dzwonów i wyciu strażackiej syreny odprowadzili rodzina, krewni i parafianie. W kondukcie wyruszyło kilkadziesiąt delegacji oraz kapłani z archidiecezji poznańskiej i diecezji kaliskiej. Ksiądz Eugeniusz Woźniak, podobnie jak i jego poprzednik ksiądz kanonik Edward Rajski, został pochowany na cmentarzu w Mieszkowie. W ostatnim zdaniu swojego testamentu napisał: „Wszystkich bardzo proszę o modlitwę i wierzę w spotkanie w domu naszego miłosiernego Ojca”. Nad grobem przemawiał przedstawiciel rady parafialnej w Mieszkowie oraz ksiądz Franciszek Bortnowski, dziekan dekanatu nowomiejskiego. - Czy wolno nam płakać nad mogiłą? Wolno. Pan Jezus też płakał nad grobem Łazarza. To takie ludzkie, naturalne. Ale te łzy powinna otrzeć nadzieja na spotkanie z Bogiem w wieczności. Przecież wierzył w to zmarły ksiądz Eugeniusz – powiedział dziekan.

(ls)

Gazeta Jarocińska nr 27 (873) 6 lipca 2007

Wyszukiwanie

Podziękowania

Za nadesłany tekst i zdjęcie serdecznie dziękuję
ks. dr.hab. Leszkowi Wilczyńskiemu.
Podziękowania również należą się Andrzejowi,
który poinformował mnie
o tej publikacji.